Bezpłatna infolinia 800 806 900
Jarosław Biały

Historia Jarosława

Funkcjonariusz służb mundurowych z Gdyni, punktualny, solidarny i optymistycznie podchodzący do życia. Lubi podróżować i zwiedzać nowe miejsca, a także aktywnie spędzać czas. Aparaty słuchowe pozwalają mu na to wszystko.

Proszę opowiedzieć nam coś o sobie, czym zajmuje się Pan na co dzień?

Pracuję w Komendzie Miejskiej. Współpracuję bardzo intensywnie z różnymi instytucjami w mieście i codziennie mój grafik jest bardzo mocno wypełniony.

A gdy ma już Pan trochę wolnego czasu, to jak lubi go Pan spędzać?

Lubię biegać rekreacyjnie. Od kilku lat biegam również w półmaratonach i robię to po prostu dla siebie. Jest to dla mnie taka forma ucieczki od pracy, żeby odreagować i zresetować się. Bardzo lubię również jeździć na rowerze. Wspólnie z żoną staramy się, jak tylko możemy, 2 - 3 razy w roku gdzieś wyjechać za granicę. Choćby nawet na takie krótkie weekendowe wyjazdy – polecieć i zwiedzić.

Kiedy zaczęły się u Pana problemy ze słuchem?

Problemy zaczęły się kilkanaście lat temu. Zauważyłem, że nie do końca wszystko słyszę i rozumiem. Poszedłem się przebadać, pamiętam, że kabina była taka śmieszna, drewniana. Pani, która robiła to badanie, kazała mi naciskać, jak usłyszę jakieś tam dźwięki. W międzyczasie słyszałem też różne odgłosy dobiegające spoza kabiny. Po badaniu Pani stwierdziła, że mam niedosłuch i pokazała mi aparaty słuchowe. Powiedziałem jej, że absolutnie się nie zgadzam. Niemożliwe, żebym ja nie słyszał, skoro słyszałem, to co się działo za tą kabiną. Jakbym to wypierał. Te kilkanaście lat temu myślałem, że chcą mnie naciągnąć.

Jednak z jakiegoś powodu zgłosił się Pan na badanie. Jakie objawy Pana wtedy niepokoiły?

Jak patrzę na przestrzeni tych lat, to wtedy nie było tak źle. Takie niewielkie niedosłyszenie, gdy ktoś mówił szeptem. Poszedłem wtedy bardziej dla skontrolowania, czy to rzeczywiście jest jakaś wada, czy mi się wydaje. Może gdyby osoba, która wtedy mnie badała, lepiej wytłumaczyła, że to są jakieś częstotliwości odpowiedzialne za mowę itd. postąpiłbym inaczej. Tak trwało to przez kilkanaście lat. Dopiero dwa lata temu, gdy Pani laryngolog zobaczyła podczas badania szeptem, że ja nic nie rozumiem, to powiedziała, że koniecznie muszę coś z tym zrobić. Pani protetyk, która mnie zbadała, wyjaśniła mi, że to jest naprawdę taki prawie ostatni moment, żeby aparaty sobie sprawić, bo będzie coraz gorzej. A rzeczywiście zdarzały mi się takie niezręczne sytuacje, że ktoś coś mówił, zadawał pytania, a ja jakoś nie słyszałem i pytałem kolegę z boku. Najśmieszniejsze były takie sytuacje, gdy siedziała obok mnie osoba, która też słabo słyszała i ona potrafiła się mnie pytać, co on powiedział. Dwóch głuchych usiadło obok siebie. Śmieszne teraz, ale wówczas takie nie było.

Z Pana słów wynika, że trwało to kilkanaście lat. Jak Pan sobie radził?

Dawałem sobie jakoś radę. Starałem się gdzieś bliżej usiąść i jakoś to funkcjonowało, natomiast jak gdzieś były większe pomieszczenia, to już bywało trudniej. Były też takie sytuacje w domu: ludzie przychodzili, ktoś mówił do mnie szeptem, żeby go ktoś inny nie usłyszał i głupio było mi powiedzieć, żeby mówił głośniej. Tak więc nikt postronny nie słyszał, ale ja też nie.

„Tak trwało to przez kilkanaście lat. Dopiero dwa lata temu, jak Pani laryngolog zobaczyła podczas badania szeptem, że ja nic nie rozumiem, to powiedziała, że koniecznie muszę coś z tym zrobić.”

Jarosław Biały

Jak zatem poczuł się Pan po założeniu aparatów? Jak wyglądały pierwsze chwile?

Pierwsze chwile, to akurat jak zakładano mi aparaty. Przy tym obecna była też moja żona i powiedziała mi, że z automatu zacząłem ciszej mówić. Ponadto - jak to powiedzieć - euforia może to za dużo powiedziane, ale jest taki szok, że tyle dźwięków wcześniej nie dochodziło. W ogóle to nie jest tak, że mi tego brakowało, ale nie wiedziałem, że mogę to słyszeć. Jest bardzo dużo dźwięków, o których człowiek nie wie, np. że jakieś przedmioty je wydają. Mam taki śmieszny przykład. Miałem buty z takimi metalowymi sprzączkami i po założeniu aparatów, okazało się, że one dzwonią. Przez tyle lat nie wiedziałem, że te buty wydają jakieś dźwięki. To naprawdę cała masa różnych sytuacji, dźwięków, nie mówiąc już o komforcie. To jest nie do opisania. To tak jak rozmawialiśmy, że wiemy jak nie słyszymy, gdy ściągamy sobie te aparaty. Wtedy wszystko schodzi w dół i jest stłumione, a potem następuje cisza. Kolosalna różnica.

Czy coś się zmieniło w Pana pracy? Jak zareagowało otoczenie?

Część ludzi wie, część nie. Gdzieś tam pewnie jest jakiś taki stereotyp, który krąży, że osoba niedosłysząca jest uważana za niepełnosprawną, wręcz upośledzoną. Różnie to bywa, ale tak, jak powiedziałem - raczej nikt nie zauważył. Moje aparaty są tak małe, że pomimo tego, iż nie mam włosów, to ich nie widać. Większość osób z mojego otoczenia przyjęła to ze śmiechem. Mówili, że teraz to już będą musieli ciszej mówić. Ostatnio rozmawiałem w aparatach ze swoim przełożonym, że przyjeżdżam do Wrocławia na spotkanie Ambasadorów Audiofon, to zapytał: „Ty nosisz aparaty? ” Ludzie tego chyba nie zauważają.

„To naprawdę cała masa różnych sytuacji, dźwięków, nie mówiąc już o komforcie. To jest nie do opisania. To tak jak rozmawialiśmy, że wiemy jak nie słyszymy, gdy ściągamy sobie te aparaty. Wtedy wszystko schodzi w dół i jest stłumione, a potem następuje cisza. Kolosalna różnica.”

Jarosław Biały

Jak zaczął Pan postrzegać samego siebie od chwili założenia aparatów?

Na pewno pojawiła się pewność siebie, że nic już mi nie umknie. Uniknę niezręcznej sytuacji, że czegoś tam nie słyszę, albo że nie będę potrafił odpowiedzieć na jakieś pytanie.

Jak radzi Pan sobie z obsługą aparatów?

Nie sprawia mi żadnych trudności. Wkładam je codziennie do osuszacza. Aparat sygnalizuje, że żywotność baterii się kończy – wyciągam z kieszeni baterie i szybko zmieniam. Naprawdę pomimo tego, że te baterie są rzeczywiście małe, nie mam z tym żadnego problemu. Staram się ponadto co jakiś czas wymienić filtry. Noszę aparaty dwa lata i nic – odpukać - z nimi, na razie, się nie działo.

” Ponadto - jak to powiedzieć - euforia może to za dużo powiedziane, ale jest taki szok, że tyle dźwięków wcześniej nie dochodziło. W ogóle to nie jest tak, że mi tego brakowało, ale nie wiedziałem, że mogę to słyszeć.”

Co powiedziałby Pan osobom, które mają problemy ze słuchem, lecz boją się zbadać słuch i  wzbraniają przed myślą o aparatach  słuchowych?

Przede wszystkim, żeby się nie bać, najważniejsze, żeby spróbowali. To jest najlepszy bodziec, aby się przekonać jak się słyszy bez aparatów, a jak po ich założeniu. Im prędzej tym lepiej. Przez odwlekanie w czasie, jest później wiele niepotrzebnych stresów i głupich sytuacji.

Rozumiem, że poleca Pan firmę Audiofon?

Tak, zawsze można zadzwonić czy podjechać. Akurat punkt jest w centrum miasta. Pewnie, że każdy by chciał, aby te aparaty kosztowały mniej, ale jest możliwość rozłożenia sobie tego na raty. Patrząc na komfort i zyski, to myślę, że naprawdę warto.

Na co powinna zwrócić uwagę osoba, która w momencie zakupu, staje przed dylematem wyboru aparatów słuchowych?

Powinna zastanowić się co jest dla niej najważniejsze. Ja na początku nie wyobrażałem sobie, żeby nosić coś tam na uszach. Większość ludzi nie wie, jak ta technika idzie do przodu, że ta miniaturyzacja jest taka, że aparaty są naprawdę malutkie. Moje wyobrażenia zatrzymały się na etapie, że to jest duże, widoczne itd. Jak zobaczyłem jakie są małe, to zmieniłem zdanie. Na co jeszcze zwrócić uwagę? Na pewno na gabinet i firmę. Poczytać jakieś opinie. Z tym bywa różnie, więc trzeba to wypośrodkować. Warto posłuchać kogoś, kto ma już jakieś doświadczenia i też nosi aparaty. Nie warto zakładać niczego z góry i dać sobie szansę. Ja też liczyłem, że będę mógł nosić jeden aparat…

Co Pana przekonało do zakupu dwóch aparatów?

Była taka myśl o jednym. Do dwóch przekonała mnie Pani Magda, która mi wytłumaczyła że jeden nic nie da przy mojej wadzie. Uznałem, że jeżeli siedzę przed osobą, która się na tym zna, jest fachowcem, to mówi prawdę i jeżeli już mam coś kupić, to chcę mieć  z tego pożytek.


rozmawiała
Anna Rutkowska

Agata Bulska

Agata Bulska

Mieszka w województwie świętokrzyskim. Jest szczęśliwą żoną i mamą. Na co dzień pracuje w biurze dużej firmy. W wolnych chwilach oddaje się malarstwu. Pierwsze objawy niedosłuchu dostrzegła około 15 roku życia.

Barbara Grzesiak

Barbara Grzesiak

Na co dzień dba o rodzinę, dom i ogród. Jest żoną, mamą trójki dorosłych dzieci i bardzo młodą babcią dwójki wnucząt. Weekendy poświęca na rozwój osobisty, a wieczory na pasjonującą lekturę opartą na faktach.

Barbara Chojnacka

Barbara Chojnacka

Osoba o wielkim sercu, bardzo aktywna i pozytywnie nastawiona do życia. Wiele lat pracowała jako wolontariusz w hospicjum, a teraz pomaga rodzinom użytkowników aparatów słuchowych zrozumieć problem niedosłuchu.

Bronisław Wojciechowski

Bronisław Wojciechowski

Człowiek orkiestra. Na emeryturze zaczął pisać wiersze i piosenki, występuje publicznie i nawet wystąpił w teledysku. Wydał już kilka tomików swojej poezji i jest bardzo aktywny w mediach społecznościowych.

Jarosław Biały

Jarosław Biały

Funkcjonariusz służb mundurowych z Gdyni, punktualny, solidarny i optymistycznie podchodzący do życia. Lubi podróżować i zwiedzać, a także aktywnie spędzać czas. Aparaty słuchowe pozwalają mu na to wszystko.

Krzysztof Matuszak

Krzysztof Matuszak

Aktywny zawodowo sportowiec, który dzięki aparatom słuchowym odzyskał pewność siebie i na nowo cieszy się życiem. Po pracy w dziale informatyki można go spotkać na boisku do rugby lub na próbach chóru.

Sebastian Lewandowski

Sebastian Lewandowski

Marketingowiec z głową pełną pomysłów i kalendarzem wypychanym po brzegi. Pracuje w międzynarodowym środowisku zarażając innych swoim entuzjazmem. Jego pasje to fotografia lotnictwa, książki, muzyka i sport.

Natalia Kujawa

Natalia Kujawa

Ciepła, kontaktowa i towarzyska optymistka, która niemal nieustannie się uśmiecha. Problemy z niedosłuchem ma od dzieciństwa. Teraz widząc ja podczas pracy z dziećmi nikt nie podejrzewa, że nosi aparaty słuchowe.