
Z akademickiej katedry do świata ciszy - i z powrotem
To portret kobiety spełnionej i wszechstronnej. Jest żoną, mamą dorosłego syna i opiekunką psa. Przez lata realizowała się zawodowo jako wykładowczyni akademicka, kształcąc kolejne pokolenia. Dziś, mimo upływu lat, jej głód wiedzy nie zmalał - czas wolny przeznacza na rozwój osobisty, ucząc się między innymi języka migowego.
Jej przygoda z aparatami słuchowymi trwa już 20 lat. Choć dziś nie wyobraża sobie bez nich życia, droga do tego punktu była wyboista i pełna emocji.
Wstyd i bunt młodej mamy
Diagnoza niedosłuchu często przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie. Dla naszej bohaterki był to czas rozkwitu - była młodą mamą u progu kariery naukowej. Konieczność założenia aparatów zderzyła się z jej wizerunkiem samej siebie, wywołując silny opór psychiczny.
„Miałam natomiast bardzo duży problem z akceptacją tych aparatów, bardzo wstydziłam się je nosić, bo byłam młodą mamą, dopiero zaczynałam karierę zawodową. Byłam osobą dość aktywną i nagle coś takiego mnie spotyka, że mam szumy uszne, tracę słuch i teraz jeszcze muszę założyć aparaty. To było dla mnie bardzo trudne przeżycie”.
Szumy uszne i postępujący ubytek słuchu stały się wyzwaniem, które początkowo wydawało się nie do udźwignięcia.
Mąż - głos rozsądku i największe wsparcie
W tej historii kluczową rolę odegrał mąż. To on pomógł jej spojrzeć na sytuację z innej perspektywy - nie jako na stygmat, ale jako na kwestię komfortu i pragmatyzmu. Jego argumentacja była prosta, ale niezwykle skuteczna: nikt nie skupia się na naszych uszach tak bardzo, jak my sami.
„Gdyby nie moi najbliżsi, to trudno byłoby mi przez to przejść. Mąż przekonał mnie, że jeżeli faktycznie czuję dyskomfort, to powinnam kupić aparaty, że powinnam je nosić, bo przecież tak naprawdę (…) nikt mi nie zagląda do uszu, czy ja mam aparaty, czy ich nie mam, i że to w ogóle nie ma żadnego znaczenia, natomiast poprawi mój komfort funkcjonowania. Jestem mężowi bardzo wdzięczna za to wsparcie”.
Jak rodzina może pomóc? Praktyczne wskazówki
Bohaterka, bogatsza o własne doświadczenia, dzieli się bezcenną radą dla rodzin osób niedosłyszących. Często sam zainteresowany nie widzi problemu, tłumacząc go otoczeniem (zepsuty telewizor, niewyraźna mowa innych). Rola bliskich jest tu nie do przecenienia - od uświadamiania problemu po fizyczną obecność w gabinecie.
„Rodzina może pomóc w podjęciu decyzji, w podjęciu drogi do lepszego słyszenia - wsparciem, namawianiem, rozmową. Czasami to może być nawet zaprowadzenie albo pójście z tą osobą do punktu Audiofon - można przyjść z osobą towarzyszącą, co z pewnością protetykowi nie będzie przeszkadzało. I wtedy taka osoba czuje się pewniej, że ma wsparcie, że może liczyć na kogoś.
Często wsparciem jest nawet delikatne wskazanie, że ze słuchem się coś dzieje, bo osoby niedosłyszące bywają nieświadome problemu - myślą, że telewizor jest za cicho włączony, albo że ktoś mówi do nich niewyraźnie”.