
Człowiek instytucja - aktywność wpisana w DNA
To sylwetka człowieka o ogromnej wiedzy i doświadczeniu, dla którego praca zawsze była czymś więcej niż obowiązkiem - była pasją łączącą świat biznesu, nauki i samorządu terytorialnego.
Mimo przejścia na emeryturę, jego kalendarz wciąż pęka w szwach. Trudno się temu dziwić, patrząc na jego imponujący dorobek: przez 30 lat pełnił funkcję prezesa Regionalnej Izby Gospodarczej w Katowicach, a przez 32 lata był wiceprezesem Krajowej Izby Gospodarczej w Warszawie. Dziś, jako honorowy prezes w obu tych organizacjach, wciąż pozostaje autorytetem i aktywnym uczestnikiem życia gospodarczego.
Pierwsze sygnały - gdy komunikacja staje się wyzwaniem
W życiu człowieka tak aktywnego zawodowo, sprawna komunikacja jest kluczem. Jednak to nie w sali konferencyjnej, a w domowym zaciszu, problemy ze słuchem stały się najbardziej odczuwalne. To żona jako pierwsza zauważyła, że z mężem dzieje się coś niepokojącego. Codzienne rozmowy zaczęły wymagać coraz więcej wysiłku i cierpliwości.
„Od tego się zaczęło, że prosiłem żonę coraz częściej, żeby coś powtórzyła. Zaczynała mówić coraz głośniej, czasem bardzo głośno. Denerwowało ją, że musi powtórzyć coś więcej niż dwa razy.”
Pragmatyczna decyzja - po co się męczyć?
Momentem zwrotnym okazała się prosta, ale trafna rada z zewnątrz. Bliscy uświadomili im, że niedosłuch to nie wyrok, a problem techniczny, który można - i trzeba - rozwiązać.
„Ktoś jej podpowiedział, że po co ma się męczyć, jeśli można kupić aparaty?”
To pytanie retoryczne stało się impulsem do działania. Pan Tadeusz, jako człowiek czynu przyzwyczajony do rozwiązywania problemów w biznesie, podszedł do swojego zdrowia z równym pragmatyzmem. Decyzja zapadła: zamiast narzekać na niewyraźną mowę otoczenia, postanowił zadbać o swój słuch.
Świadomy użytkownik i weteran technologii
Tak też się stało. Dziś Pan Tadeusz nie tylko słyszy, ale jest prawdziwym ekspertem w dziedzinie dbania o komfort słyszenia. Traktuje aparaty słuchowe jako niezbędne narzędzie, które pozwala mu utrzymać wysoką jakość życia i aktywność zawodową.
„W sposób naturalny moje aparaty zostały zaakceptowane przez mój organizm do tego stopnia, że gdy nie mam ich założonych - to gorzej się czuję. Wyjmuję je więc tylko na noc.”
Jego doświadczenie w tym zakresie jest imponujące - obecnie użytkuje już piątą parę aparatów słuchowych. To dowód na to, że nie tylko zaakceptował swoją wadę, ale też na bieżąco śledzi postęp technologiczny, wymieniając urządzenia na nowsze modele, by zawsze słyszeć najlepiej, jak to możliwe.